Bosman na trasie: Sonisphere po raz trzeci

Autor: Bartek Osman 25/01/2013 22:28

Nastroje przed tegoroczną edycją nie były najlepsze. Dużo mówiło się o możliwości odwołania festiwalu z powodu ogólnoświatowego kryzysu gospodarczego. Jednak na początku bieżącego roku polscy fani ciężkich brzmień mogli odetchnąć z ulgą. Organizator Sonisphere oficjalnie potwierdził, że impreza odbędzie się w pięciu europejskich krajach: Polsce, Szwajcarii, Finlandii, Hiszpanii oraz Francji.

Aby zapewnić komercyjny sukces imprezy, zaproszono sprawdzone zespoły, które na swoje koncerty przyciągają rzeszę oddanych fanów. I tak w polskim harmonogramie imprezy znalazły się Cinemon, Luxtorpeda, Hunter, Acid Drinkers, Gojira, Black Label Society, Machine Head oraz Metallica.

Jednak pomimo wieloletniego doświadczenia w organizowaniu festiwali, osoby odpowiedzialne za tegoroczny Sonisphere nie uniknęły kilku wpadek. Największym utrapieniem były wszechobecne kolejki. Aby wejść na teren lotniska należało odstać swoje w „ogonku”. Także zakup jedzenia, picia czy pamiątkowej koszulki okupiony był wielominutowym oczekiwaniem na swoją kolej. Podobnie sytuacja wyglądała z toaletami. Po godzinie 20, do każdego tzw. „toi toia” ustawiały się kilkudziesięcioosobowe kolejki.

Jeśli chodzi o koncerty, jedynie występ Black Label Society mógł rozczarować. Muzycy grupy, wyraźnie zmęczeni, ograniczyli swoje show jedynie do odegrania zaplanowanych na ten wieczór utworów. Ich kontakt z publiką jak i nagłośnienie, pozostawiały wiele do życzenia.

Do niewątpliwych plusów trzeba zaliczyć jakość oraz cenę sprzedawanego jedzenia i picia. Za nieduże, jak na taką imprezę, pieniądze można było zjeść pyszne zapiekanki, hot dogi, kiełbaski, golonkę oraz pizzę. Do picia oferowano napoje gazowane, wodę mineralną lub piwo. Każdy mógł wybrać coś dla siebie. Problemów nie było także z opuszczeniem terenu lotniska po zakończeniu festiwalu. Wyraźnie oznakowane wyjścia oraz transport odwożący fanów do centrum miasta pozwoliły na uniknięcie korków.

Do technicznej strony festiwalu nie można mieć żadnych zastrzeżeń. Świetne nagłośnienie (nie licząc wspomnianego występu BLS), rewelacyjna oprawa wizualna sprawiały, że z przyjemnością oglądało się koncerty wszystkich wykonawców, nie tylko tych na głównej scenie. Doskonale ułożony był także harmonogram imprezy. Zespoły wymieniały się na obu estradach w takich sposób, że muzyka na Bemowie brzmiała praktycznie bez przerwy. 

Podsumowując, trzecią edycję Sonisphere można uznać za udaną. Pomimo dużo mniejszego rozmachu niż w latach ubiegłych, festiwal ten, nadal pozostał ogromną, dobrze zorganizowaną imprezą. Można mieć jedynie nadzieję, że kolejne edycję będą odbywać się już bez przeszkód, a organizatorzy z roku na rok eliminować kolejne niedoskonałości.