Wirtuoz gitary zawitał do Kielc - relacja

Autor: Anna Staniek & Bartek Osman 17/07/2014 16:45

Niedzielny koncert rozpoczął się zgodnie z pałacykową tradycją punktualnie o godzinie 20. Najpierw na scenie pojawili się dwaj muzycy, którzy towarzyszą Carvinowi podczas jego europejskiej trasy koncertowej - basista Mike Califano oraz perkusista Gianapaolo Feola. Tuż po nich na estradzie zameldował się bohater wieczoru, na którego wszyscy czekali - sam Carvin Jones.

Charyzmatyczny gitarzysta już od pierwszych minut swojego występu „kupił” kielecką publikę, która dość licznie przybyła tego wieczoru do ogrodu Pałacyku. Jones, co chwila zagadywał publiczność, zachęcał do wspólnego śpiewania, wyklaskiwania rytmu, a przy tym z jego twarzy nawet na moment nie znikał bardzo zaraźliwy uśmiech. Jakby tego było mało ciemnoskóry gitarzysta, co chwila schodził ze sceny i podchodził do pierwszego rzędu krzesełek, aby grać jak najbliżej fanów.

Jednak największe show rozpoczęło się pod koniec koncertu, kiedy to Carvin naśladując Jimiego Hendrixa zaczął grać na gitarze za plecami. Chwilę potem zdecydował się na jeszcze większe ekstremum i zamiast grać kostką, zaczął grać zębami. Nie muszę dodawać, że na żywo wyglądało to naprawdę niewiarygodnie.

Bez tytułu

Bardzo dobrze prezentowała się także lista utworów. Obok mniej znanych kawałków kielecka publika miała okazję usłyszeć takie klasyki jak Got My Mojo Working Muddy Watersa, Boom boom z repertuaru Johna Lee Hookera, Purple Haze autorstwa Jimiego Hendrixa czy Go Johnny Go Chucka Berry’ego.

Warto również wspomnieć, że pozostali dwaj muzycy nie byli tylko i wyłącznie tłem dla Carvina. W niedzielny wieczór obaj wielokrotnie mieli okazję udowodnić swoje solowe umiejętności gry na instrumentach.

Zobacz galerię zdjęć z koncertu autorstwa Anny Staniek

Półtora godzinny występ zakończony został bisami podczas, których cała przybyła na miejsce koncertu publiczność zgromadziła się pod sceną. Starsi, młodsi i Ci całkiem najmłodsi – wszyscy bawili się jednakowo wspaniale.

Podsumowując, to był naprawdę magiczny wieczór wypełniony ciepłymi dźwiękami bluesa. Carvin Jones wraz ze swoim zespołem udowodnili, że na podobnych koncertach równie dobrze mogą bawić się nie tylko młodzi, ale także i nieco starsi słuchacze. Pozostaje mieć nadzieję, że podobnych imprez w naszym regionie będzie pojawiać się zdecydowanie więcej.