Wyciągam z muzyka co się da. Razem z wnętrznościami.

Autor: Grzegorz Ksel 18/06/2017 10:55


Sebastian Durał chłopak z Krosna, który wyjechał do Bristolu i założył swoje własne studio nagrań – Phantom DS music studio. Realizator dźwięku, producent oraz kompozytor. Na koncie ma szereg zrealizowanych płyt z różnych gatunków muzycznych.


RoCKonline.pl – G.K: Jak to się stało, że założyłeś studio nagrań w Bristolu, czy to wynikło bezpośrednio z tego, że jesteś muzykiem?

S.D. Phantom DS music studio:– Otworzyłem ponieważ mieszkam w Bristolu i zawsze chciałem mieć własne studio nagrań.  Przeważnie zaczyna się od tego, że grasz w zespole i nagrywasz swoje pierwsze demo. Wiesz, niektórych nie będzie interesować, jak to się wszystko odbywa.  Mnie interesowało.  Zawsze miałem pytania i jak to się robi? Co użyć, żeby osiągnąć jakieś tam brzmienie.


Praca w studio jest ciężką pracą?

– Jak dla mnie samo nagrywanie, ustawianie mikrofonów czy poszukiwania najlepszego efektu jaki mogę uzyskać, nie jest ciężką pracą.  Jest raczej nowym doświadczeniem.Zawsze jest inny instrument, inny piec do gitary, inni muzycy.  Musisz wyskoczyć z czymś innym pracując z różnymi ludźmi. Potem przychodzi editing. No, to jest ciężki, nudny i mozolny proces bez którego raczej nie da się nic później zrobić. Tak, myślę że ten właśnie etap do niej zalicza.


Na czym polega „pierwsza  rozmowa” z zespołem lub muzykiem który chce u ciebie nagrywać?

– Przeważnie zapraszam muzyków,zespół do studia, słucham ich oczekiwań. Puszczam muzykę w podobnym temacie, którą nagrywałem wcześniej.Wszystko zależy od doświadczenia osób które do mnie przychodzą. Młode zespoły bez żadnego doświadczenia w studio oczekują, że będą brzmieć jak ich idole, którzy nagrywają w „Wielkich Drogach Studiach”. Niestety trzeba sprowadzić ich trochę na ziemię. Jak wiesz na takie brzmienie składa się kilka istotnych czynników.  Z zespołami, które już miały  doświadczenia w nagrywaniu jest inna historia. Tak, czy inaczej,obie te grupy muzyków często już wcześniej słyszeli nagrania jakie robię,więc wiedzą czego mogą się spodziewać.


Czy masz jakiś „patent” na odmienne charaktery osób?  Nierzadko zdarza się, że muzycy próbują coś zmieniać w np. aranżacjach. Jednym się to podoba, drugim nie bardzo.

– Myślę, że jakiego takiego patentu na ludzi nie mam. Jestem po prostu sobą i do każdego mam bardzo podobne podejście, no chyba, że będzie to 70 letnia pani z chóru kościelnego to powstrzymam się od używania jakichkolwiek wulgaryzmów podczas sesji nagraniowej (śmiech).


Nagrywasz różnych wykonawców – Polaków, Brytyjczyków. Dostrzegasz jakieś różnice w pracy podejściu do samego nagrywania?

– Będąc szczery z tym pytaniem to nie ma raczej różnicy skąd pochodzi zespół, czy wykonawca. Jeżeli ktoś poważnie podchodzi do muzyki to przychodzi do studia przygotowany i nie ma to znaczenia czy jest Polakiem, Brytyjczykiem czy Meksykaninem.


Często się spotykasz z sytuacją, że przychodzi ktoś  np. wokalistka (lub perkusista) i czujesz że coś jest nie tak? Wtedy myślisz: no zejdzie nam na dublach… jak wtedy  reagujesz?

– Z takimi przypadkami spotkałem się zaraz na samym początku, gdy cena studia była jeszcze bardzo atrakcyjna dla wszystkich muzyków. Patrząc z perspektywy czasu jakoś bardzo nie przywiązywałem dużej uwagi takich sytuacji. Jeśli trzeba było coś konkretnie z jednej osoby „wydusić” to robiliśmy wszystko co możliwe,aby końcowy efekt był zadowalający.


A z drugiej strony, czy miałeś kiedyś taka osobę lub zespół który wszedł jedno dwa powtórzenia i jest git? Szybko i konkret?

– Tak, oczywiście że mi się zdarzało. Uwielbiam pracować z takimi ludźmi. Nie zastanawiamy się nad tym jak dobrze to nagrać. Zastanawiamy się bardziej jak z czegoś dobrego zrobić i jeszcze coś lepszego.


Z Twojego doświadczenia – czego powinni unikać ludzie, którzy przychodzą do studia nagrywać? Jak według ciebie powinni się przygotować?

– Przed wejściem do studia nagrywajcie się i analizujcie. W studio nie ma czasu na „szlifowanie” utworów” chyba, że jesteście bogaci to macie na to czas i pieniądze (śmiech). Oczywiście może się pojawić nagle pomysł na jakąś zmianę,  ale to już inna bajka. Generalnie, najlepiej przyjść po prostu bardzo dobrze przygotowanym.


Twoje studio jest dość popularne w Bristolu i nie tylko. Z czego to wynika?

– Popularność Phantom DS music studio wynika z tego, co w nim robimy i jak robimy.  Wiele razy słyszałem,  że zespoły przychodzą do mojego studia z mojego powodu bo jestem po prostu szczery podczas nagrywania. Zwracamy dużą uwagę na detale i próbujemy wyciągnąć z muzyka wszystko co się tylko da, razem z wnętrznościami.


Czy masz jakieś rady dla osób które chcą nagrywać u ciebie?

– Rada do nagrywania u mnie: ćwiczyć, ćwiczyć, ćwiczyć a zaoszczędzicie kasę. Macie kasę spoks, moje studio jest otwarte na sesję nawet roczne (śmiech).


Rozmawiamy tutaj o pracy w studio, a ludzie coraz częściej nagrywają w domu. Czasami nie ma różnicy pomiędzy nagraniami domowymi a profesjonalnymi. Jakie jest Twoje zdanie na ten temat?

– Sam nagrywałem w domu przez długi okres i naprawdę można osiągnąć dobre brzmienia. Ale patrząc nagrywanie w studio to są emocje, nerwy. To, że osoba siedząca za konsoletą zapewne wie więcej o tym, niż sami muzycy. Uważam, że warto jest wejść do profesjonalnego studia wydać trochę kasy i zaoszczędzić w cholerę czasu.


Porozmawiajmy chwilę o technicznych aspektach twojej pracy. Wiem, że jakiś czas temu „przesiadłeś” się na „maka”. Odczuwasz różnicę w pracy?

– No tak… moje doświadczenia z makiem były szybkie i bolesne. Działał on może przez jakieś 3 miesiące i wróciłem szybko do swojego peceta. W obecnych czasach uważam, że nie ma żadnej różnicy pomiędzy makiem a pecetem, zależy kto jak lubi pracować i  jakich programów używa.


Czy często zmieniasz sprzęt do nagrywania? Technika idzie bardzo szybko do przodu…

– Z urządzeniami w studio to jest tak, że najbogatszy człowiek na świecie nie jest w stanie kupować wszystkiego co teraz wychodzi i jest dostępne. Co miesiąc nowość  która moim zdaniem niewiele różni się od wersji sprzed 5 lat. Sam sprzęt jak Never czy Universal są standardami, niestety są bardzo drogie.  Ja jestem zwolennikiem raczej szukania czegoś taniego co może cię naprawdę zaskoczyć jakością dźwięku a jest kilka takich produktów  na rynku. Polecam szperanie za takimi rzeczami.


Seba, jak to jest u Ciebie z pomysłami? Masz jakiś ulubionych realizatorów?

– Pomysły na realizację przychodzą często podczas nagrywania. Słucham dużo muzyki, innych producentów. Raczej nie będę wymieniał bo jest ich długa lista, ale jest bardzo dużo osób którzy realizują muzyka naprawdę w mistrzowskim wydaniu.


Realizator, czy producent?  Kim bardziej jesteś?

– Myślę, że obydwoma w jednej osobie. Lubię nagrywać, ale tak samo aranżować numery.  Więc  spokojnie mogę nazwać siebie realizatorem i producentem joł (śmiech).


A co ci sprawia największą „radochę” podczas nagrywania?

– Bardzo lubię ustawiać mikrofony, bawić się brzmieniem bo wtedy człowiek uczy się zawsze czegoś nowego. Można znaleźć jakiś nowy „system” itp. Największą radochę jednak sprawia mi samo miksowanie nagrań.


W tym momencie pracujesz nad?

– Poświęcam trochę czasu na swój projekt, który nazywa się Black Wendy (niedawno udostępniliśmy na RoCKonline.pl numer „1234”- przyp. red.).  Jest to otwarty projekt dla wszystkich muzyków których znam, więc mamy dobrą zabawę podczas prac nad numerami . Poza tym już wkrótce zaczynam nagrywanie z kolejnymi bristolskimi kapelami.


Seba, dzięki wielkie za wywiad i życzę powodzenia.

– Dzięki również  i pozdrawiam  wszystkich realizatorów. Nie poddawajcie  się,  inwestujcie w stary  sprzęt.  A muzycy – ćwiczcie ile się da (śmiech).