oldMESS - powrót złotej ery polskiego bluesa

Autor: Zbigniew Brzeziński 28/09/2017 10:30

Płyta przyszła pocztą. Puściłem raz, potem drugi, trzeci… Dawno nie słyszałem materiału, który tak żywo przypominał złote brzemienia z pogranicza rocka i bluesa. Podzieliłem się dźwiękami ze znajomymi. Zgodzili się z moim zdaniem. Wyjąłem telefon i zadzwoniłem do wokalisty, grającego też na harmonijce, Wacława Kisiel-Dorohinickiego. Zapis naszej rozmowy poniżej.

Skąd nazwa OldMess? W waszej muzyce nie czuć bałaganu? ;-)

Nazwa musiała powstać szybko, po kilku próbach pojawiła się możliwość zagrania koncertu, więc szybko musieliśmy coś wymyślić. Pojawiały się różne propozycje, ale to właśnie oldMESS najlepiej charakteryzowało muzykę, którą chcieliśmy grać. Z jednej strony odnoszącej się do naszych inspiracji, ogólnie mówiąc starego dobrego bluesa. Z drugiej strony mess nawiązywało do brzmienia i naszych tendencji do improwizacji. Nazwa oldMESS w optymalny sposób łączyła to wszystko. 

Kiedy powstała formacja? Graliście już ze sobą wcześniej?

Pomysł na wspólne granie pojawił się podczas mojej rozmowy z Jankiem Nowakiem. Pracowaliśmy wtedy razem i zdarzało się nam rozmawiać o muzyce. Od słowa, do słowa,  spotkaliśmy się na jakiś jam. Było na tyle ok., że zaczęliśmy myśleć o jakimś bardziej regularnym graniu bluesa. A, że było nas tylko dwóch, to zadzwoniłem do Tomka Woziwodzkiego, którego znałem jeszcze z okresu, kiedy grał w krakowskiej grupie The Roots. Z Tomkiem mieliśmy też wspólny projekt, ale właściwie od 2006 roku nie graliśmy razem. Janek zaprosił z kolei Michała Rozwadowskiego, z którym grał w White Weasels. Pod koniec 2013 roku spotkaliśmy się w składzie Jan Nowak – gitara, Tomek Woziwodzki – gitara basowa i Michał Rozwadowski na perkusji, no i ja – na wokalu i harmonijce ustnej… tak to się zaczęło. W tym składzie zagraliśmy kilka miesięcy. Kiedy odszedł Michał, szukaliśmy dość długo kogoś, kto mógłby go zastąpić. Zagraliśmy z kilkoma perkusistami, ale nie było między nami chemii. Któregoś dnia spontanicznie zaprosiliśmy grającego w sali obok perkusistę. Na sprawdzonej wcześniej zasadzie „wpadnij do nas na jam”. Tym razem zaskoczyło, więc postanowiliśmy zagrać raz jeszcze. I tak w oldMESS pojawił się Jacek Piotrowicz.

Gracie tę pogodniejsza odmianę bluesa. Nie znajdziemy tu tekstów o ciężkiej pracy na plantacjach bawełny w Delcie Missisipi. Jacy są Wasi muzyczni idole?

Każdy z nas ma swoje inspiracje i gdzieś pewnie pobrzmiewa to w naszych kompozycjach. Niemniej, nasze inspiracje sięgają zarówno do bluesa, jak również wychodząc poza niego. Od klasycznego bluesa, sięgającego lat trzydziestych dwudziestego wieku, poprzez wielu artystów, którzy bardziej lub mniej mieli do czynienia z bluesem. Trudno wymienić jednego artystę czy jeden zespół. Do tego pojawiają się inne gatunki i style muzyczne. Generalnie nasza muzyka to blues, ale nie tylko blues nas inspiruje.

Co więc sądzisz o określeniu „bielszy odcień bluesa”? Pasuje do OldMess'ów?

Chyba tak, ale ocenę zostawiłbym odbiorcom. Zawsze ciekawe jest dla mnie usłyszeć, co lub kogo usłyszał ktoś w naszej muzyce. Jest to ciekawe, bo każdy słyszy coś innego. 

Wpadniecie kiedyś do Kielc?

Z przyjemnością bym tutaj zagrał. Czekamy na propozycję.

W obecnym składzie oldMESS to;

• Wacław Kisiel-Dorohinicki; śpiew, harmonijka

• Jan Nowak – gitara

• Jacek Piotrowicz – perkusja

• Tomasz Woziwodzki – gitara basowa

Wacław Kisiel-Dorohinicki – na co dzień pracuje jako psycholog biznesu. Jest autorem książek i artykułów z zakresu rozwoju osobistego i zagadnień rynku pracy.  Jego pasją jest muzyka. Wokalista, harmonijkarz i autor tekstów. Grał w krakowskich zespołach blues-rockowych. Po kilku latach przerwy powrócił do muzyki, współtworząc formację oldMESS.