"Każdy fan metalu może odnaleźć na tej płycie coś dla siebie"

Autor: Maria Jaskot 04/10/2017 23:38

Grupa Konsystorz od początku istnienia dobrze ro(c)kowała na przyszłość. Sprawy zaszły tak daleko, że dziś mogą poszczycić się swoim pierwszym albumem "...Jakby nie było jest bardzo miło...". Rozmawiałam z chłopakami m.in. o sesji nagraniowej oraz planach na przyszłość. I wiecie co? Oni się dopiero rozkręcają.

Zapraszam do przeczytania wywiadu z Adrianem Borkowskim, Kamilem Piętą i Jordanem Wilkiem.

Powstaliście dwa lata temu a już wydaliście płytę długogrającą.

KP: Udało nam się dostać dofinansowanie od Polsko-Amerykańskiej Fundacji Wolności i Fundacji Dzieci i Młodzieży w ramach programu "Równać Szanse" oraz z MGOK Zawichost. Z naszym projektem "Cicha miejscowość-głośne granie"  wygraliśmy konkurs grantowy o dofinansowanie na zrealizowanie celów, spośród których głównym było wydanie płyty.

AB: Nie, to efekt, a celem było rozwinięcie swoich pasji, umiejętności pracy w grupie.

KP: Efektem tej pracy grupowej było wydanie płyty oraz jej promocja.

Ile osób Wam pomagało?

JW: W grupie projektowej beneficjentów było czternastu plus koordynator oraz cały personel MGOK-u w Zawichoście i osoby trzecie.

KP: Każdy miał swoją rolę w tym projekcie, każdy odpowiadał za co innego. Uczestnicy zajmowali się m.in. organizacją sprzętu, inżynierią dźwięku, fotografią, obróbką audio i wideo. Dla całej grupy odbyły się trzy warsztaty, z sekcji informatycznej w zakresie prowadzenia stron, fotograficzne oraz nagrywanie w studio u Sławka Lutyńskiego.

Jak dowiedzieliście się o projekcie?

JW: Moja mama to znalazła i powiedziała nam, że jest taka możliwość. Dwa wieczory nad tym siedzieliśmy.

Wasi rodzice obawiali się, że zaniedbacie przez to szkołę?

JW: Oczywiście, że tak, bo jednak wymogiem projektu były np. regularne spotkania, czasami w godzinach porannych, podczas gdy mieliśmy lekcje. To kolidowało i na pewno wpłynęło na naukę negatywnie. Jednak to nasze życie i priorytety my ustalamy, przynajmniej z mojej strony tak było.

KP: Mnie rodzice w kwestii płytowej mocno wspierali. Wierzyli w to, że i matura i płyta nie skomplikują się wzajemnie.

Na płycie jest 11 utworów. W naszym poprzednim wywiadzie mówiliście, że macie gotowych 12 kawałków...

JW: To było tak, że jak udzielaliśmy tego pierwszego wywiadu mieliśmy bardzo dużo materiału, ale to nie było jeszcze spójne, ograne i coś z tego trzeba było ulepić. Kiedy przyszedł czas, że nasz wniosek został przyjęty i mieliśmy już te pieniądze, i były wydzielone ramy czasowe, wtedy troszkę się przestraszyliśmy. Mieliśmy niedługo wejść do studia, a tu nagle gdzieś zwrotki brakuje napisanej. Z dwunastu piosenek zrobiło się jedenaście. To moja wina, gdyż to ja nie zdążyłem z tekstem.

KP: Musieliśmy się nieźle spiąć, bo to też był czas maturalny. To jednak nas trochę ograniczało, nasze możliwości do ciągłego prowadzenia prób, tworzenia. Nie dało się poświęcić na to tyle czasu, ile byśmy chcieli, ale mimo wszystko udało się.

JW: Kilka tekstów z tej płyty zostało napisane w studio przed nagraniem utworu. Kiedy nasz realizator przygotowywał utwór do nagrania pod wokal, ja w tym czasie pisałem tekst. Nigdy wcześniej tego nie śpiewałem. Chłopaki też nigdy przedtem tego nie słyszeli, tylko instrumental, nie wiedzieli co to będzie.

Słyszałam Wasze nowe kawałki, bardzo rozwinąłeś się wokalnie.

KP: Mnie w trakcie nagrywania początkowych wokali w ogóle nie było w studio. Kiedyś przyjechałem do Jordana, puścił mi próbną wersję kawałka "Pankracy" - gościa nie poznałem.

AB: Ja też pierwszą wersję dostałem bez żadnej obróbki. Wysłałem ją pewnemu koledze, który stwierdził, że to naprawdę niesamowite i czuć inspiracje Frontsidem, jeżeli chodzi o wokal. Nigdy nie zwracaliśmy na to uwagi.

KP: Miło było usłyszeć, że nasza twórczość jest porównywana do zespołu, który ma wieloletnie doświadczenie, a my nagrywamy dopiero swoją pierwszą płytę.

JW: Ja też na początku siebie nie poznałem. Przyszedłem do studia nie umiejąc nic.

Czyli to zasługa Janusza Bryta?

JW: Tak, dał mi bardzo dużo wskazówek, przytemperował mnie. Sam później się dziwiłem, że potrafię takie rzeczy, ale to dzięki Jankowi wiele się nauczyłem jak pracować z głosem. Były takie dni, kiedy nagrywaliśmy godzinę, dwie i była piosenka, a był taki czas, że nagrywaliśmy 2-3 dni jedną i nic.

Brałeś jakieś lekcje śpiewu kiedykolwiek?

JW: Nigdy się nie uczyłem, nigdy nie ćwiczyłem. Po prostu, na koncertach i próbach krzyczałem, pośpiewałem czasami, no i coś wychodziło. Chyba praktyka jednak robi swoje, nawet gdy po swojemu się to robi.

Jak przebiegała sesja nagraniowa?

JW: Czas w studio to niekoniecznie był czas realizacji, tylko w bardzo dużym stopniu tworzenia. Dużo utworów nie brzmiałoby tak jak niektórzy kojarzą z life'ów, bo często je graliśmy i pamiętaliśmy z prób. Na płycie brzmią troszkę inaczej.

KP: Warto zważyć na "Hipopotama". Kiedyś był on grany dla jaj, a teraz jest zagrany zupełnie bardziej profesjonalnie. Ten utwór znacznie odstaje od płyty, po prostu dodaliśmy go z sentymentu.

AB: Daliśmy go tylko dlatego, że jest to nasz pierwszy utwór, powstał już pierwszego dnia.

JW: Jest dodanych sporo smaczków, które zasugerował realizator i osoby trzecie obecne w studio. Nasze utwory dojrzały, to się tyczy np. kawałka "Rebel", gdzie nie tylko ja tam śpiewam. Nasz znajomy, Ariel Kamiński, użyczył w nim swego głosu.

Macie podobny styl?

AB: Muzyka, którą on tworzy jest ona bardzo oryginalna.

KP: Mieliśmy przyjemność usłyszeć te kawałki, które nagrywa razem z Januszem Brytem. On zobaczył co my potrafimy i my zobaczyliśmy co potrafi on, dlatego się trochę wymieniliśmy. Adrian nagrał gitarę na jego nadchodzący album, a on nagrał wokal na nasz.

Może zagracie razem koncert...

KP: Nawet jeżeli chodzi o podobny styl grania, mimo że to nie jest tak samo instrumentalna muzyka, bo on gra muzykę elektroniczną, to jest podobna agresja w tym. Emocje, które chce przekazać twórca są bardzo podobne i oczywiście moglibyśmy się wymieniać składem.

W jakim klimacie jest utrzymana płyta?

AB: Wszystkie utwory na tej płycie są bardzo zróżnicowane.

KP: Chodzi o to, że każdy z nas może wnieść do albumu coś innego i każdemu z nas może się podobać w tych utworach inny szczegół.

AB: Każdy fan metalu może odnaleźć na tej płycie coś dla siebie. Nawet nie tylko fan metalu.

KP: Ten album ma wspólny mianownik, ale smaczki są różne. Można znaleźć tutaj nawet black metal, trash metal, death metal, a nawet rapcore.

JW: Jest trochę szybszych fraz wokalu, które mogą pod rapcore czy też rap podchodzić. Bardzo dużo styli jest pomieszanych, nie tylko gatunki metalu, ale również trochę rocka i psychodeli w niektórych momentach.

Brzmi ciekawie...

AB: "Metafora" jest długim utworem, ale też bardzo trudnym.

KP: Tak, on jest trudny w odbiorze, jest bardzo mroczny, ma mocno zaszyfrowany tekst.

Cała płyta ma mroczny charakter.

AB: Od początku do końca jest coraz mroczniej. Każdy utwór z płyty ma taki mroczny pierwiastek w sobie, który przewodzi.

KP: Nawet chwilowe rozświetlenie klimatu płyty cukierkowym brzmieniem jest natychmiast przywracane do tego stanu i to moim zdaniem jeszcze bardziej nakręca mroczny klimat.

Co z tekstami?

JW: Są trochę buntownicze...

AB: Mimo że teksty pisze Denis, to jednak każdy z nas je odczuwa.

Skąd pomysł na tytuł płyty?

JW: Tytuł trochę pasuje do okładki, bo my się dobrze bawimy, chociaż smażymy się. Były spory jak to się ma nazywać, aż obejrzeliśmy filmik na Youtube. Na tej płycie jest tyle absurdów, więc dlaczego kolejnym nie miałaby być jej nazwa.

Ile czasu trwała sesja?

KP: Od 1 czerwca do około połowy sierpnia.

JW: Nie jestem w stu procentach zadowolony z mojej pracy przy tej płycie. Wiem, że teraz bym to zrobił o wiele lepiej, gdyż miałbym mniej stresu, wiedziałbym jak to się robi. Możliwe, że gdybym to rozdzielił czasowo to i płyta byłaby lepsza i dostałbym się na takie studia, jakie chcę.

AB: Gdyby było więcej czasu, ta płyta naprawdę byłaby dużo lepsza. Weszliśmy na szybko do studia i od początku zależało nam na czasie. Wiadomo, ja i Denis byliśmy w studio pierwszy raz. Wielkim utrudnieniem było to, że psuł nam się sprzęt. Mogło to wszystko dużo szybciej się odbyć.

Nowe kawałki zostały jednak bardzo dobrze przyjęte.

KP: Nie spodziewaliśmy się aż tak dobrego odbioru. To nas motywuje, żeby dalej tworzyć.

Kamilu, dla Ciebie to nie była pierwsza wizyta w studio u Janusza.

KP: Z In Silent nagrywaliśmy w sierpniu 2016 roku. Od tego momentu miałem czas, by wprowadzić jego rady do swojego grania i mi się to udało. Nie idealnie, ale na pewno łatwiej było mu ze mną pracować. Dogadywaliśmy się od razu, dlatego sesja perkusyjna zeszła bardzo szybko.

A reszta?

JW: Najdłużej chyba zeszło z wokalem. Głównym problemem było to, że nie miałem odpowiedniego warsztatu. O dziwo pierwszy utwór wyszedł najlepiej, dlatego że mój głos był najmniej zmęczony, był świeży. Potem, im dalej w płytę, głos był ochrypnięty, gardło pobolewało i musiałem zrobić kilkudniową przerwę. Gorszym problemem był u mnie brak pomysłu na piosenkę, albo brak możliwości zrealizowania mojej wizji, czy brak ogrania niektórych piosenek.

AB: To było moje pierwsze doświadczenie z nagrywaniem gitar. Wiedząc z jakimi muzykami ten człowiek współpracował odczuwałem ogromny stres, jednak po pierwszym dniu nagrań trochę mi ulżyło. Cała sesja nagraniowa to był zarąbisty czas, wszyscy się bardzo dobrze rozumieliśmy.

KP: Ogólnie, współpraca z Jankiem była skoordynowana. Każdy wiedział co chce osiągnąć, my wiedzieliśmy czego Janek od nas chce. Dawał nam to jasno do zrozumienia. Wczuwał się w naszą muzykę, a my wczuwaliśmy się w jego styl pracy.

AB: To wyszło na dobre, ponieważ on ma naprawdę dobre doświadczenie, dlatego od razu nie odrzucaliśmy jego pomysłów, tylko próbowaliśmy je realizować. Mi wszystkie jego propozycje wydawały się trafne i one zostawały.

JW: A mi się bardzo podobało w pracy z Jankiem, że nie był maszyną, która miała nas zrealizować, lecz artystycznie i twórczo utożsamiał się z tymi utworami. Nie tylko muzycznie, ale i tekstowo.

Niebawem rozjedziecie się na studia. Co to oznacza dla zespołu?

KP: Że potrafimy ogarnąć sobie różne znajomości, koncerty, kluby...

JW: Nowy rynek zbytu.

KP: ...w różnych częściach Polski.

Co z próbami?

KP: Tak jak do tej pory. Ja tworzę muzykę w ten sposób, że rozpisuję perkusję i gitary w programach. Wysyłam chłopakom swoje pomysły, oni ingerują w to co ja tworzę, mówią co im się podoba a co nie. I jak już się spotykamy, raz na miesiąc czy nawet dwa, robimy próbę przez około 5-6 godzin. Wtedy zaczynamy tworzyć z tego, co ja wysłałem.

JW: Przychodzimy z już nauczonym utworem, a po takiej próbie możemy mieć nawet dwie piosenki.

KP: Na nową płytę są już instrumentalnie zrobione cztery piosenki.

To ładnie...

KP: Teraz, jeżeli będziemy próbowali robić koncerty promujące płytę, materiał mamy ograny. To jest tak zorganizowane, że my z różnych części Polski potrafimy nadal zachować się jako zespół, zgrana trójka...

JW: Mamy nadzieję, że tak będzie.

KP: ...i jest plan, że to wszystko będzie współgrało.

Jakie macie zamiary na przyszłość?

KP: Najpierw udostępnimy cały materiał, bo nie wszyscy go jeszcze słyszeli. Co tydzień będziemy wrzucać jeden utwór.

JW: Prawda jest taka, że te pół roku nas zmęczyło dosyć ostro. Zmęczyliśmy się materiałem oraz sobą. Trzeba troszkę odsapnąć.

KP: Na chwilę obecną nic nie powiemy. Każdy ma swoje prywatne sprawy, musi się wyprowadzić na studia, zaaklimatyzować.

JW: W ramach tego na pewno nabędziemy nowe znajomości, co wiąże się z koncertami.

KP: Każdy z nas jest wysłany z pewną misją do innego miasta.

Kraków, Warszawa...

KP: I Lublin. W każdym z tych miast, co by się nie działo, musimy zorganizować koncert.

Bierzecie pod uwagę udział się w jakimś talent show?

JW: Nie, odpada.

Dlaczego?

KP: Bo to gówno jest.

JW: Widzimy tylko tą piękną, fajną, tęczową wersję na ekranie, a nie wiadomo jak to tam naprawdę jest.

KP: Zespół jest dla idei.

Nie macie parcia?

KP: Nie.

AB: Jeśli komuś się podoba taka muzyka, to będzie się w to angażował.

KP: Nie chodzi o to, że ktoś musi nas napędzać. My sami się napędzamy. Jeżeli widzimy, że komuś odpowiada to, co robimy, jest to dodatkowe paliwo, żeby to dalej ciągnąć.

KP: Już myślimy o następnej płycie, na sto procent.

Czego można Wam życzyć?

AB: Żeby udało nam się zorganizować czas na granie.

Rozmawiała Maria Jaskot

Foto: profil zespołu