Made in England: BLAME

Autor: Grzesiek Ksel 16/12/2017 18:00

Zgodnie z zapowiedzią, dziś porozmawiamy z zespołem BLAME. Czterech kolesi - dwóch Przemków (sekcja rytmiczna), Dawid (gitara) i Michał (wokal). Zgodnie z info na profilu FB, są „angry and talented band, hungry to bring chaos on your stage”.

Rockonline.pl - GK: Rozmawiamy chwilę po koncertach z Katem, gdzie byliście gośćmi w Manchesterze i Bristolu. Jak wspominacie ten czas?

BLAME: Daliśmy dwa bardzo dobre koncerty. Zastanawialiśmy się jak na naszą muzykę zareagują fani Kata - legendy polskiej sceny muzycznej. Czy BLAME się im spodoba? Okazało się, że ludzie pod scena, dali takiego czadu, że przerosło to nasze oczekiwania. Energia w czystej postaci, która daje pozytywnego kopa na scenie. Cel, dla którego robi się muzykę. Jedne z najlepszych gigów, jakie graliśmy dla polskiej publiczności.

Graliście też z Proletariatem i Kobranocką… 

- A tu Cię zaskoczymy, bo klub, w którym mieliśmy grać, miał problem ze sprzętem i… koncert odwołano. Szkoda wielka. Jeden plus z sytuacji - poznanie obydwu składów. Dobrzy muzycy i świetni ludzie.

fot. Agnieszka Kuczyńska


Panowie jak to się stało, że czterech kolesi zakłada zespół w Anglii? Jest to potrzeba kontynuacji muzycznych pasji czy chęć zaistnienia na rynku brytyjskim lub szerzej - europejskim?

- Potrzeba kontynuacji grania przede wszystkim. Trudno rzucić coś, co jest oderwaniem od szarej codzienności i sposobem wyrażania samego siebie. To jest pewnego rodzaju uzależnienie – jak zaczniesz, spodoba się, wciągnie i nie chce wypuścić. Ta miłość do muzyki to jest to, co nas połączyło w tym zespole. Większe rzeczy muzycznie zaczęliśmy robić razem już po tej stronie wody, wiec jeśli chodzi o doświadczenie na rynku polskim – niewiele Ci jesteśmy w stanie powiedzieć. Jeśli chodzi o tutejsze realia… Chcemy przede wszystkim grać jak najwięcej, a co będzie dalej, czas pokaże. Nasza przyszłość w rękach fanów – a jak do tej pory dopisują. Tylko się cieszyć i być dobrej myśli. Może za jakiś czas damy Ci wywiad jako kapela polskiego pochodzenia, która opowie o światowym rynku muzycznym (śmiech).

Mam nadzieję, że tak będzie. A koncerty?

- W zasadzie ciekawa sytuacja, której nie mieliśmy okazji doświadczyć w kraju. Na większość naszych gigów trafiamy na zasadzie poleceń – czy to kapel, które z nami grają, czy to ludzi, którzy siedzą w muzyce, organizują koncerty i którzy nas już wcześniej widzieli na żywo. Podchodzą do nas po koncercie, klepią po ramieniu i mówią, że chcą z nami znów zagrać, albo żebyśmy wzięli udział w ich eventach. Więc to też, dokładając pozytywu – dobra wróżba na przyszłość – skoro ludzie, którzy robią coś z muzyką, mówią Ci, że kawał dobrego grania prezentujesz, pozostaje tylko się cieszyć i działać.  

Co prawda wy jesteście z Anglii, ale kontynuując ten wątek. Jeśli jakiemuś zespołowi z Polski uda się podpisać kontrakt z zachodnią wytwórnią, to zaistnieje i w Polsce i na świecie. Daje to dużo większe możliwości…

- „Cudze chwalicie, swojego nie znacie”? (śmiech). Ale faktem jest, że w tę stronę wydaje się to łatwiejsze. Szkoda wielu dobrych polskich kapel, cóż można więcej powiedzieć...

Czyli praca, praca, praca…

- Dużo pracy, sporo wyrzeczeń, ale też dużo przyjemności i jeszcze więcej satysfakcji.

fot.torvus4 photography


Teraz chciałbym was zapytać o wasz poprzedni - Sinister Revolt?

- Sinister Revolt to była muzyka hard and heavy. Dawid (gitara) i Przemek (perkusja), grali w tym projekcie przez około 3 lata. Po jego rozpadzie, w zeszłym roku, postanowili reaktywować skład. Wtedy dołączył Michał (wokal) i Przemek (bas). Nowy projekt, nowa nazwa – tak powstało BLAME.

Teraz Blame. Skąd pomysł na nazwę?

- Nazwa pojawiła się pod koniec 2016 roku. A skąd? Życiowa sytuacja. Jakiś czas zastanawialiśmy się jak nazwać nowopowstałą kapele i na którejś z prób nadeszła inspiracja… Jeden z nas przyszedł „dość sfrustrowany”, ładnie to nazwijmy (śmiech). W pracy miał ścięcie z przełożonym. Kawał palanta, który chodził i czepiał się do ludzi. Zaczął oskarżać naszego kolegę za coś czego nie zrobił. „Don’t BLAME me”(śmiech). Jak zaczęliśmy potem o tym rozmawiać, okazało się ze każdy z nas ma takie kwasy w swoim życiu. Michał wywala to w tekstach, my tworząc muzykę odreagowujemy. BLAME - całkiem niegłupia nazwa. Krótko, zwięźle, i na temat (śmiech). 

Nowy projekt,  nagranie dema w marcu tego roku. Nagraliście 4 numery w studio PURPLE. Jak wam się nagrywało?

- Kawałki nagrywaliśmy w marcu, jako materiał głównie do promocji w sieci. Zależało nam, by ludzie przychodząc na koncert wiedzieli, co to w ogóle jest BLAME i „czym to się je”. Z czasem zaczęły nas dochodzić słuchy, że na żywo wypadamy o wiele lepiej niż w naszym „garażowo” nagranym demo. Jesteśmy bardziej zgrani, muzyka po prostu płynie. Nie dziwi nas to zresztą specjalnie, bo patrząc z perspektywy czasu nagralibyśmy ten materiał inaczej, no i lepiej oczywiście (śmiech).

Przesłuchałem ten materiał. Jest melodyjny i drapieżny, dużo amerykańskiego riffowego grania. Na uwagę zasługują „solówki” gitarowe.

- I o to właśnie nam chodzi. Ma być to dobre gitarowe granie, ale nie pozbawione pazurów. Ma ruszać publiczność, ma ja energetyzować. Cieszymy się, ze solówki się podobały, dzięki.

fot.torvus4 photography


Drugiego grudnia zagraliście na Lizardfest 14. Możecie powiedzieć co to za impreza?

- Lizardfest to cykliczna impreza organizowana przez Graemea Muschamp’a. Głównie ciężkie granie. Trafiliśmy na event na początku roku, kiedy graliśmy w Bradford. Mushy podszedł do nas po koncercie i zaprosił nas byśmy zagrali u niego.

Jakie macie plany na przyszłość? Będzie pełnowymiarowy krążek?

- Jasne. Krążek, klip, mnóstwo koncertów, autografy, wywiady, sława (śmiech).

Tego Wam życzę i dzięki za rozmowę.

- My również dziękujemy za wywiad i dobre zdjęcia z koncertu z Katem. Zapraszamy częściej na gigi.